czwartek, 29 czerwca 2017

KBG: DWA



źródło



— Postawcie je w kącie obok hortensji — rozległ się cichy, stanowczy głos. Odbijał się po pustym, marmurowym pomieszczeniu i dzwonił w uszach tysiące razy mocniej.
Dwóch czarodziejów w służbowych strojach sklepu z antykami spojrzało na drobne plecy kobiety, nie kryjąc zafascynowania, jak tak mała osoba może roztaczać wokół aurę władzy, nie podniósłszy nawet głosu. Piaskowe włosy zwinięte w sprężyste loki spływały jej po ramieniu i odkrywały smukłe plecy bez ani jednej skazy. Długa suknia przylegała niczym druga skóra. Gdyby wręczyć jej tiarę, mogłaby spokojnie obrazować królową z bajki o dziewięciu jeziorach napisaną przez Tytusa Beedle’a. Każdy czarodziej czytał ją w dzieciństwie. I każdy czarodziej marzył o swojej królowej.
Astoria spojrzała kątem oka w lustro ustawione naprzeciw drzwi wejściowych i zauważyła, że żaden z przybyłych nie śpieszył się, by wnieść do pomieszczenia wszystkie zamówione przedmioty.
Odwróciła się na pięcie, a dół jej sukni zamiótł kamienną posadzkę i owinął się wokół kostek niczym bicz.
— Nie mam całego dnia. Kto jest waszym przełożonym? — zapytała znów cicho, bezemocjonalnie. Spojrzała pierwszemu z mężczyzn prosto w oczy.
Bez problemu mogła zobaczyć, jak z jego twarzy ucieka wcześniejsze zafascynowanie, a na jego miejsce wstępuje zaskoczenie — niemiłe zaskoczenie, które zaraz przeradza się w zgrozę i… próbę ukrycia innych emocji. Czarodziej spojrzał na swojego kolegę, który już przelewitował pierwsze pudło we wskazany wcześniej róg.
— Naszym przełożonym jest Roger Triggs, panienko Greengrass, ale nie ma potrzeby go niepokoić. Już się bierzemy do roboty, naprawdę nie ma potrzeby…
Na oko czterdziestoletni mężczyzna cofnął się powoli i zaraz zaczął pomagać swojemu koledze.
Astoria skrzywiła się brzydko, obserwując ich zachowanie, choć miała przecież czas, by przywyknąć do takich reakcji. Nadal jednak irytowało ją to na równi z tym, jak raniło.
Westchnęła przeciągle, przemierzając hall Malfoy Manor. Gdy dotarła do małej komody, sięgnęła po notes i zanotowała zamaszyście sumę pokrywającą zamówione antyki, a potem wypisała jeszcze jeden czek i podpisała się pod oboma. Gdy wróciła do pracujących mężczyzn, kończyli właśnie ustawiać w równym rzędzie ostatnie kartonowe pudełko.
Uśmiechnęli się do niej, nieco wymuszenie, jakby wymagał tego jakiś protokół, co zapewne nie było dalekie od prawdy. Spoglądali przy tym wszędzie — na dopiero co ustawione kartony, na buty, żyrandol — wszędzie, byle nie na nią.
— Wszystko przelewitowane, panienko Greengrass. Nasza praca…
— Tak, widzę — przerwała mu spokojnie. — To jest zapłata za antyki. — Wręczyła odpowiedni czek bliżej stojącemu mężczyźnie. — Przekażcie panu Triggsowi, że ma u mnie dług wdzięczności za przetrzymanie tych przedmiotów. Skontaktuję się z nim w przyszłym tygodniu.
— Oczywiście, przekażemy. Gdyby były jakieś problemy z tymi pudłami, proszę pisać — odezwał się wcześniej milczący czarodziej, dużo młodszy od swojego kolegi. Zerknął niespokojnie w stronę drzwi, jakby chciał już w tej chwili przez nie wyjść.
Astoria zmrużyła oczy, spoglądając na nich.
— Odprowadzę panów — oznajmiła sucho, podchodząc do drzwi, przed którymi przystanęła. Odwróciła się, by na nich spojrzeć. — To dla was, doskonale wiecie dlaczego. — Wyciągnęła rękę z czekiem na pięćset galeonów.
Starszy czarodziej spojrzał na pergamin i uniósł brwi zaskoczony.
— Ależ…
Astoria złożyła papier na pół i włożyła mu do kieszeni służbowej szaty.
— Jeśli któremukolwiek z was przyjdzie ochota porozmawiać o tym — wskazała na swoją twarz — spójrzcie wtedy w te swoje szklanki z tanim brandy i zastanówcie się dobrze, dlaczego cały czarodziejski świat milczy niczym zaklęty.
Zmierzyła obu z nich spojrzeniem i otworzyła drzwi.
— Przemiło robi się interesy z państwa firmą. Na pewno jeszcze nieraz się spotkamy — oznajmiła z idealnie wyważonym uśmiechem, dając znać, że na dziś to koniec ich usług.
Zatrzasnęła drzwi i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Spróbowała uśmiechnąć się do siebie całkowicie szczerze, ale jedyne, co jej odpowiedziało, to nieruchoma połowa zmasakrowanej twarzy.
Podeszła do pierwszego pudła i otworzyła je odpowiednim zaklęciem. Wyjęła z niego parę kandelabrów z pięknym kwiatowym wzorem. Była to koronkowa praca paryskiego złotnika XVIII wieku, czarodzieja, którego korzenie sięgały w niemalże prostej linii samego Peverella. Chodziła nawet pogłoska, że jednym z tych kandelabrów Ianna Levitoux zamordowała Cordela Peverella w ich małżeńskim łożu. Ten świecznik był wart fortunę. Nie widziano go przeszło sto pięćdziesiąt lat. Teraz po raz pierwszy pojawił się na rynku i Astoria nie mogła odpuścić, by nie mieć tak cennego, pięknego przedmiotu w swojej kolekcji.
Przeszła z kandelabrami do salonu i postawiła je przy oknie, dokładnie przyglądając się im przy świetle dnia. Usłyszała jednak stukanie i w myślach przeklęła za odesłanie Falbanki do innych obowiązków. Posiadanie jednego skrzata na całe Malfoy Manor było absurdalnym nieporozumieniem.
Zostawiła świeczniki i udała się, by zaprosić sowę do środka. Gdy ta upuściła zwiniętą w rulon gazetę, Astoria podsunęła jej nieco specjalnie przygotowanego jedzenia. Zostawiła ptaka w spokoju, a sama chwyciła papier i rozwinęła Proroka Codziennego. Zobaczywszy nagłówek na pierwszej stronie, musiała podtrzymać się blatu. Słowa, które czarnym atramentem zalewały większą część pergaminu, sprawiły, że zabrakło jej tchu.
Przycisnęła gazetę do piersi i, złapawszy dół sukni, szybko pobiegła po schodach na górę do pokoju Narcyzy. To tam przez większość dni i nocy można było zastać Dracona.
Uchyliła drzwi i wślizgnęła się, dysząc przy tym mało elegancko, ale cóż, prawda była taka, że już nie była damą. I nigdy nie będzie. Z tym zdążyła się pogodzić wiele miesięcy temu.
Zastał ją typowy widok. Szczupły mężczyzna oparty o bok łóżka ze zwieszoną głową, grzywką opadającą na oczy. Na jego nogach leżało grube tomiszcze zapisane dziwnymi znaczkami, a wokół niego podłoga usiana była ręcznie pisanymi notatkami. Draco drgnął niespokojnie i z jego dłoni wypadła pusta butelka po alkoholu.
Astoria spojrzała smutno w stronę Narcyzy leżącej nieruchomo na wielkim łóżku. Pomyślała, że jego matka byłaby zdruzgotana, widząc syna w takim stanie, a jeszcze bardziej, gdyby zdała sobie sprawę, że to ona sama była tego powodem.
Uklęknęła przy Draconie, ciesząc się gorzko, że nie odczuwała już zapachów. Ten panujący w sypialni musiał być przepełniony ostrą wonią alkoholu i rozgoryczenia.
— Draco? Draco! — Potrząsnęła go za ramię. Machnięciem różdżki otworzyła okno w pokoju, by trochę go przewietrzyć. — Draco, obudź się. Wstajemy! To ważne — odezwała się i z całej siły pociągnęła go w górę tak, by usiadł na łóżku.
— J-już rano? — wychrypiało widmo jej narzeczonego, przecierając oczy i odgarniając sklejone kosmyki z czoła. Malfoy spojrzał najpierw na Astorię, a potem wokół siebie, jakby próbował zorientować się, gdzie jest, albo nawet w którym stuleciu. Kopnął ze złością księgę ze starożytnymi runami. — Wszystko na nic — warknął, przecierając zmęczoną twarz.
Astoria usiadła obok niego i położyła mu dłoń na kolanie. Chciałaby dla niego jak najlepiej, chciałaby, aby znalazł antidotum, wybudził matkę, chciałaby, aby wreszcie zajął się sobą, aby przestał się dręczyć. Chciałaby, by był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie, ale nie mogła mu tego dać. Czuła się równie bezsilna jak on. Nie mogła mu dać ani szczęścia, ani ukojenia, a teraz nie mogła mu dać nawet głupiego pocieszenia…
— Musisz coś przeczytać.
Podała mu egzemplarz Proroka, który wielkimi literami oznajmiał:
„LUCJUSZ MALFOY OSKARŻONY O ZABÓJSTWO!”
Draco wpatrywał się w nagłówek przez długie minuty. Nieświadomie otwierał i zamykał usta, a dłonie zaczęły mu się trząść. Astoria nie potrafiła już stwierdzić, czy to z nerwów czy z palącej potrzeby sięgnięcia po kieliszek. Objęła jego prawą rękę swoimi dłońmi i ścisnęła.
— Przeczytaj artykuł. Spotkamy się w kuchni. Zrobię… Wycisnę sok z mango — oznajmiła, uznając, że śniadania żadne z nich nie przełknie po takiej wiadomości. Nie wiedziała, czy Draco usłyszał jej słowa, ale znała go już na tyle, że potrafiła poznać, kiedy potrzebował chwili samotności.

***

Minęło może ledwie dziesięć minut, gdy pojawił się na progu kuchni. Oparty o futrynę z rękoma zaciśniętymi na gazecie, przypatrywał się odkrytym plecom Astorii. Stała niczym niewzruszony, marmurowy posąg i wyglądała przez kuchenne okno na ogród, w którym właśnie rozkwitała śnieżnobiała rdestówka Auberta. Obok niej na blacie ustawione były dwie szklanki z sokiem, a w smukłej dłoni luźno spoczywała różdżka.
— Czytałaś? — odezwał się odpowiednio cichym głosem, by jej nie wystraszyć.
Ona jednak nawet się nie wzdrygnęła, jakby od samego początku wyczuwała jego obecność. I może faktycznie tak było. Obróciła się płynnym ruchem i za pomocą magii przeniosła szklanki na niewielki stolik, przy którym stały jedynie dwa krzesła. Ich własny kąt, tak mały, że zawsze obijali się o siebie kolanami i kostkami; miejsce, w którym od dwóch lat spędzali każdy poranek.
— Nie, od razu przybiegłam do ciebie — odparła, siadając i obejmując dłońmi kryształową szklankę.
Drgnęły mu kąciki ust. Przysiadł obok, podsunął jej Proroka i, by nie zawadzić jej nogami, ochronnie położył dłoń na przyjemnie chłodnym materiale otulającym jej kolano.
— Piszą, że Lucjusz trzy dni temu zabił, nie… zamordował kogoś imieniem Eleanor Branstone? — Zerknął na Astorię, ale jej oczy przekazały mu, że nie miała pojęcia, kto to był. Kiwnął głową jakby na potwierdzenie swoich myśli. — Mugolaczkę. Zamordował ją z zimną krwią — dodał, marszcząc brwi, myśląc nad tym tak intensywnie, że na czole pojawiła mu się bruzda.
Kobieta przesunęła w jego stronę sok, a on posłusznie upił łyk, nie zwracając szczególnej uwagi na jego smak. Gdyby jego myśli nie zaprzątały inne sprawy, uznałby mango za przyjemną odskocznię od palących napoi, które wlewał w siebie rankami i wieczorami.
— Nie znaleźli go. Uciekł — dodał spokojnym tonem i Astoria zrozumiała, że przez cały czas próbował dociec, ile prawdy było w tym, co napisała reporterka Proroka.
— Więc ministerstwo go teraz… ściga — rzuciła z pewnym wahaniem. Czy to nie winni biorą nogi za pas i uciekają? Ukrywają się? Przygryzła dolną wargę, a właściwie to, co z niej zostało.
Draco ścisnął delikatnie jej kolano.
— Zgodnie z ministerialnymi procedurami jutro oficjalnie wydadzą za nim list gończy — uściślił jej myśl. Wyjrzał przez okno na ułamek sekundy, zaraz potem wbił wzrok w Astorię. — Myślę, że spodziewamy się dziś gości — oznajmił, powstrzymując się od ciężkiego westchnienia.
Kiwnęła głową, dając znak, że zrozumiała. Wypiła do końca sok i spojrzała uważnie na Dracona.
— Co mówimy? — zapytała po prostu.
Odwzajemnił jej spojrzenie i przechylił głowę na bok. Uderzyło w niego, jak bardzo ją uwielbiał. Za prostotę, bezpośredniość, za lojalność i całkowite zrozumienie. Nawet wtedy, gdy on sam siebie nie rozumiał i nie wiedział, czego chciał — ona doskonale wiedziała.
— A co ty byś powiedziała?
— Że nie wierzę, by mógł to zrobić — odparła powoli, jakby dokładnie już wcześniej przemyślała te słowa. I pewnie tak też było.
— No właśnie… A ja jestem pewny, że to nie Lucjusz ją zabił.
Astoria spojrzała na niego zaskoczona. To nie było już domniemanie, nie były to rozważania i czysta wiara czy nadzieja. To była pewność. Wzrokiem przesunęła po zmęczonych, poszarzałych rysach twarzy narzeczonego i odniosła dziwne wrażenie, że wiedział coś, o czym ona nie miała pojęcia. Zmrużyła oczy podejrzliwie.
— Czy jest coś, o czym powinnam wiedzieć?
Dopiero teraz zwróciła uwagę, że od momentu, gdy pojawił się w kuchni, nie wydawał się wstrząśnięty tak, jakby był normalny człowiek na wieść, że jego ojciec stał się mordercą. Owszem, zaskoczyło go to, ale nie zaszokowało.
Uśmiechnął się do niej spokojnie, odsunął na wpół wypity sok i wstał od stołu. Na odchodne ucałował ją w czoło, mówiąc:
— Przepięknie dziś wyglądasz, Tori. Czeka nas długi dzień. Pojdę się odświeżyć.
Astoria spuściła głowę, powstrzymując uśmiech, który chciał wykrzywić jej twarz.
— Chyba masz na myśli wytrzeźwieć — mruknęła cicho, ale wiedziała, że usłyszał, bo zastukał palcami w futrynę.

***

Gdy tylko pracownicy Ministerstwa Magii, a dokładniej funkcjonariusze Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów wyszli z posiadłości Malfoyów, Astoria opadła na sofę z wymizerowaną miną. Draco niemalże słyszał, jak coś w jej wnętrzu jęczy. Nalał burbonu do dwóch kieliszków i usiadł obok niej, jeden z nich wsuwając w szczupłą dłoń.
Nie pytał, jak się czuła, bo doskonale wiedział. Sam miał ochotę przekląć tych dwóch kretynów tak, żeby przez pięć następnych lat nie wiedzieli, jak miała na imię ich matka. Widząc pełen obrzydzenia wzrok jednego z nich… już niemalże sięgał po trutkę na szczury — wspaniały wynalazek, który zakończyłby i jego, i ich cierpienia. Świat byłby dozgonnie wdzięczny za jednego niewychowanego półgłówka mniej. Jednak Astoria zgromiła go wzrokiem i mógł jedynie odpowiadać na ich pytania przez zaciśnięte zęby.
— Wypij to. Potem pójdziemy i zajmiemy się rozpakowywaniem antyków. Widziałem, że zagraciłaś nam całe wejście — odezwał się i przesunął palcami po jej nagim ramieniu aż do wgłębienia nad obojczykiem.
— Przestań.
Oderwał dłoń od jej ciała na ostry ton, którego użyła, i spojrzał dużo uważniej na profil jej twarzy.
— O co…
— Po prostu przestań! — przerwała mu dobitnie i surowo, gwałtownie odwracając głowę w jego kierunku. — Myślisz, że nie wiem, co starasz się zrobić? — W jej zielonych oczach zabłysła desperacja. I coś w rodzaju… pogardy?
Draco ścisnął mocniej szklankę, a gdy jej wzrok uciekł na bok, jakby pełen winy, ścisnął ją jeszcze mocniej, tak że aż pobielały mu kłykcie.
— Nie rób sobie tego — powiedział twardo, starając się nie podnieść głosu. To nie była bitwa na siłę.
— A co ja sobie takiego robię, Draco? — spytała, nie szczędząc rozgoryczenia w głosie. — Nie masz pojęcia… Nie masz pojęcia, jak to jest ukrywać się przed ludźmi! Nie masz pojęcia, jak to jest bać się spojrzeć w lustro! Bać się spojrzeć na drugą osobę! Bo wiesz, WIESZ, że zaraz będą odwracać wzrok, albo… albo otwarcie się gapić… albo udawać, że nic nie widzieli. I cokolwiek by nie zrobili, to zawsze… zawsze będzie…
Nie patrzył na nią. Nie chciał widzieć jej zdruzgotanej i bezbronnej, odkrytej, jakby była świeżą raną, pełną ropni, z żółtym płynem wydobywającym się spod rozharatanej skóry…
Nie mógł oderwać wzroku od błysku złocistego burbonu.
Zawsze będzie bolało tak samo.
Słyszał, jak brała głęboki wdech. Jej zęby cicho zderzyły się ze szkłem.
— Myślę, że powinieneś udać się do Hermiony Granger, Draco — oznajmiła już spokojnie, jakby przed chwilą wcale nie wyrzuciła z siebie najgorszych koszmarów.
— Co? Dlaczego miałbym to zrobić? — Wyprostował się, nie rozumiejąc.
— Jest szefem Służb Administracyjnych. Jeśli ktoś ma władzę nad rozprawami, nad wyrokami i sędziami, to jest to właśnie ona. Choć nawet nie zdaje sobie z tego sprawy... To akurat niemożliwie tragiczne. — Astoria opuściła ramiona, odstawiając szklankę na stolik. — Choć może właściwe
— Mogłabyś wyjaśnić? — Spojrzał na nią.
Skąd nagle wpadła na pomysł, że mógłby czegoś… potrzebować? od Hermiony Granger? Poczuł się jak dziecko we mgle i wcale mu się to nie podobało. Wykrzywił usta, odstawiając burbon. Może za dużo alkoholu zaczęło zabijać mu cenne komórki w mózgu.
— Skoro jesteś pewny, że Lucjusz tego nie zrobił… pomimo ewidentnych dowodów, potrzebujesz sojusznika, kogoś, kto stanąłby po twojej stronie i nie dopuścił do zaniedbania procedur. Obawiam się, Draco, że Ministerstwo Magii chętnie zobaczyłoby Lucjusza w najciemniejszej z cel Azkabanu, a równe traktowanie może być pojęciem względnym. I twoje słowo go przed tym nie obroni — zamilkła na chwilę, dając mu czas na przeanalizowanie jej słów. — Hermiona Granger jednak… Ona ma w sobie taką siłę, że gdyby o niej wiedziała, mogłaby przewrócić ten świat na drugą stronę, mogłaby być drugim Merlinem, ale również drugim Voldemortem.
Draco parsknął, słysząc te słowa.
— Chyba nie mówisz poważnie — odrzekł z ewidentnym sceptyzmem.
Ten pomysł wydawał mu się jeszcze bardziej oderwany od rzeczywistości.
Astoria jednak spojrzała na niego całkowicie poważnie, a przez zmasakrowaną połowę twarzy wyglądała, jakby mogła w każdej chwili zwiastować samą apokalipsę.
— Ludzie tacy jak ona mogą stać się wszystkim. Mogą być potężni, ale mogą też być zabójczym narzędziem.




9 komentarzy:

  1. Hejo hejooo :D
    Twój Król bez głowy ciągle zachwyca tytułem i coś mi się wydaję , że tak będzie za każdym razem, gdy tutaj wejdę.
    Byłam ogromnie... Co ja mówię... Meeega ciekawa tego rozdziału. Z tej niekrytej, czystej ciekawości ruszyłam do czytania już chwilę po Twojej publikacji, jednak na komentarz (i to taki marnej jakości, bo pisany na telefonie) przyszło poczekać aż do teraz.
    Zaintrygowałaś mnie! I to baaaardzo! Tyle niewiadomych,tyle poszlak, tyle otwartych wątków, tajemniczych postaci, a pośrodku Ty i Twój wspaniały talent! 😊
    Jestem pod wrażeniem Astorii, czy jak zwykł mówić Draco, Tori. Pokiereszowaną twarzą zyskała u mnie dużo punktów, bo przyznam szczerze, że nie zwykłam jej lubić. Nie mniej jednak nie sposób przejść obok niej obojętnie a jeśli mam być szczera, to wręcz serce się kroi, gdy o niej czytałam. Te wszystkie pogardliwe spojrzenia, wytykanie palcami. No nie za dobrze jej się żyje, to fakt. Na szczęście ma Dracona. Ich relacja, wzajemna dojrzałość i mądrość to coś, co najbardziej mnie urzeklo.
    Nie pozostaje nic innego jak czekać na kolejny rozdział i wkroczenie do akcji panny Hermiony G.
    Pozdrawiam serdecznie i czekam na next!
    Podsumowując: Padłam, leże i nie wstaje.
    Iva Nerda

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś przekochana! Zawsze sprawisz, że mam ochotę paść na ziemię i już nie wstać (tak, tak, właśnie :D). I zawsze tutaj u mnie się pojawisz, zawsze coś napiszesz. Gdybym mogła, to bym Cię wyściskała za wszystkie miłe słowa. <33

      Trochę się bałam już w drugim rozdziale poruszać kwestię Astorii, bo przecież to Dramione, to czemu wyjeżdżam tutaj z narzeczeństwem AstoriaxDraco? Im bardziej wkraczam w ten świat Króla, tym bardziej muszę się pilnować, bo tyle wątków trzeba powiązać, że sama nie wiem, czy dam radę. :)

      DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ, DZIĘKUJĘ za komentarz <3

      Usuń
  2. Powiem ci szczerze, że na razie nie umiem odnaleźć się w tym opowiadaniu...Widać potrzebuje czasu, albo po prostu nie przypadł mi do gustu ten rozdział...no zobaczymy.
    Brakowało mi tutaj Harryego i Pansy...zauroczyłam się nimi w poprzednim odcinku.
    Regulusie, kiedy? Podaj termin, pojawię się.
    Czekam na nowy rozdział, może bardziej do mnie trafi :)
    Pod tym cudownym Syriuszem Orionem napisałam jakieś linki, zerknij proszę. :)
    Pozdrawiam i więcej komentarzy życzę,
    Re(Beca)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko w swoim czasie. :D Na każdego przyjdzie czas (albo rozdział).
      I totalnie rozumiem, że coś może nie przypaść do gustu. Może następny. ;)
      Dziękuję za komentarz! :)

      Usuń
  3. Łosz kurde, tego się nie spodziewałam. Mocno zainteugowalas mnie Astoria. Obie wiemy, że drastoria to mój ulubiony kanonowy pairing, a ty wyskakujesz z takim czymś (nie że złym, broń cię merlinie!) . No zżera mnie chęć wiedzy co się stało z jej piękna twarzą. Mam też takie uczucie, że te narzeczenstwo nie jest z miłości, chociaż może to jednak za mała ich dawka żeby się nad tym rozwodzić. Chciałabym być w głowie Dracona, gdy Astoria na niego wybuchła, chciałbym wiedzieć co chciał dokładnie zrobić na co ona się nie zgodziła, czy to z litości, miłości czy współczucia? Czy może nawet jak nie ma między nimi typowej miłości, to jest ona na tyle dla niego ważna, że jej zniszczona twarz... Nie istnieje? Chcę wiedzieć co ich dokładnie wiąże!

    To dałaś nam orzech do zgryzienia że starszymi Malfoyami. Co jest z Narcyza, że Draco popada w alkoholizm i zakopane się w księgach? I dlaczego jest on pewien, że Lizjisz nie zabił tej mugolki? Wszak jest byłym smierciozerca.. Czyżby właśnie o to chodzi? Jest łatwa do w robienia ofiarą przez swoją przeszłosc?


    Jeśli któremukolwiek z was przyjdzie ochota porozmawiać o tym — wskazała na swoją twarz — spójrzcie wtedy w te swoje szklanki z tanim brandy i zastanówcie się dobrze, dlaczego cały czarodziejski świat milczy niczym zaklęty. nie wiem dlaczego, ale spodobał mi się ten fragment, Astoria pokazała, że ma pazury i nie zawacja się ich użyć. Wiem jak bardzo lubisz gdy ktoś ci pokazuje ulubione cytaty, więc masz.

    Mam nadzieję, że chociaż trochę się usmiechniesz gdy zobaczysz kolejny komentarz dla Króla ;)

    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, fanka Drastorii numer 1! :D Będzie o nich trochę więcej, planuję ujawnić więcej ich historii, więc mam nadzieję, że wtedy odpowiem na Twoje pytania, które zrodziły się po tym rozdziale. Pewnie sama zastanawiałabym się nad tym samym. :d

      Świerzbią mnie palce, żeby napisać więcej o Lucjuszu, ale no nie mogę. :<
      Ale super, że dzielisz się tymi pytaniami i podejrzeniami. Będę wiedziała, na co zwrócić uwagę.

      I oczywiście, że się uśmiechnęłam! Szeroko! Dziękuję ślicznie, słońce <3

      Usuń
  4. Mówiłam już, że uwielbiam to w jaki sposób kreujesz postacie? Czuć, że są dopracowane w najmniejszych szczegółach.
    Twoja Astoria intryguje. Co się jej przytrafiło? Jaką tajemnicę antyków zna? Co tak naprawdę łączy ją z Draco? Wieczysta przysięga? Obietnica? Przyrzeczenie? Czy może jednak miłość? Na to ostatnie wskazują pewne szczegóły, jak wspólne rytuały, czy to jak traktuje Draco...
    Draco... urocze jest to jak zwraca się do narzeczonej "Tori". Zastanawia mnie jednak to, co przytrafiło się Narycyzie (choroba? czy może to skutek klątwy magicznej?) I skąd ta pewność syna wobec ojca? Skąd wiara, że Lucjusz nie popłenił zarzucanego mu czynu? I co na te rewelacje odpowie Hermiona? (podoba mi się, że nadal jest Granger, a nie np. Weasley ;) )

    Intrygujesz mnie tym opowiadaniem. Ciekawa jestem, w jakim kierunku podążysz. Kto okaże się tym przysłowiowym Królem bez Głowy. Dziś mam już dwóch kandytatów, ale coś czuję, że jeszcze nie raz mnie (i pozostałych cztelników) zaskoczysz.

    Pozdrawiam ciepło, życząc czasu i weny!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Och, ależ już bym chciała odpowiedzieć na wszystkie Twoje pytania! *-* I to jest wspaniałe, że akurat one powstały w Twojej w głowie, bo właśnie na to liczyłam. :D
      I wiesz co? Też uważam, że to urocze, że Draco mówi do niej Tori. Nie wiem dlaczego, ale jakoś mi tak cieplutko na serduchu na samą tę myśl. ^^

      Dziękuję pięknie za komentarz! <3

      Usuń
  5. Wreszcie przyszedł dzień, kiedy mam czas na czytanie i komentowane. Wiem, że mówiłam, że pojawię się tu po napisaniu rozdziału LML. On już dawno leży u bety, a ja utknęłam w tłumaczeniach, ale dzisiaj jestem :)
    Astoria mnie bardzo ciekawi. Co jej się stało? Po co te antyki? Jest taka tajemnicza...
    Podoba mi się to zdrobnienie Tori. Jest takie urocze i daje chociaż imitację intymności.
    Lucjusz to osoba, której nigdy nie lubiłam, więc pozwól, że przemilczę to morderstwo. Może w dalszej części wypowiem się na ten temat, bo zapewne go poruszysz, skoro Astoria wspomniała o Hermionie. Swoją drogą, ostatnia wypowiedź taka wooow.
    Podsumowując, świetny rozdział z pomysłem i ofc bardzo dobrym wykonaniem. Czekam na ciąg dalszy, życząc weny i czasu na pisanie!
    Pozdrawiam
    Arcanum Felis

    OdpowiedzUsuń

Szablon
Irlandka
Land of Grafic
Natello
Fan Art